wtorek, 28 listopada 2006
We mgle

zapach formaliny przecina krwionośne naczynia
poruszam się we mgle, doraźnie oddychając
jakby nadmiar tlenu miałby mnie udusić.

poruszam się we mgle myślami walącymi jak tamburino
spadam w dół przepaści strachu jutrzejszego
zatrzaśnietą kłódką usiłuję złamać klucz.

poruszam się we mgle po omacku dotykając
harmoniczne drgania wydobywają dźwięk kurzu
tak jak księżyc chowa się powoli w nowiu
tak oczy topią się we mgle.

***
niedziela, 26 listopada 2006
Szewczyk Dratewka

Ostatnio przysiadłem akurat wygodnie w fotelu i w związku z faktem, że wybiła pora dobranocki z zaciekawieniem zacząłem śledzić wydarzenia ze szklanego ekranu. Tegoż wieczoru, na wieczorynkę, nam dzieciom, telewizja zaserwowała bajkę o Szewczyku Dratewce.

Jak wryty patrzyłem jak Dratewka ochoczo naprawia "obcasik" przygodnio napotkanej panienki, ta w zamian mu powróżyła i wywróżyła ho ho nie lada przyszłość, fuksiasz jeden. Dalej dzielny młody szewc naprawiał kolejne psoty leśnego dźwiedzia, w zamian otrzymując dozgonną wdzięczność czy to pięknej królowej os, czy to mrówczej damy, no i pod koniec wdzięczność kaczej rodzinki (nie mylić z TYMI kaczkami, bez żartów proszę).

A więc dalej (pani od polskiego by się wściekła że początek zdania jest od "a więc", ale tutaj tworzę własne zasady stylistyki). Szewczyk Dratewka tak się rozpędził w niesieniu pomocy, że porwał się na samą matronę, czarownicę nad czarownicami, wiedźmię pierwszej kategorii, która niewiadomo czemu umiłowała sobie akurat zamek królestwa przez które przechodził odważny Szewc.

Tak więc (wy już wiecie co...) Szewczyk nad Szewców, kiedy dowiedział się że zła (i najprawdopodobniej) okrutna wiedźma uwięziła pod nieobecność Króla (pojechał podbijać obce mocarstwa...no wiecie...mordować, rabować i gwałcić kobiety, tudzież zabezpieczać złoża ropy i gazu) piękną księżniczkę w zamkowej wieży (zaraz zaraz...skąd ja to znam...), postanowił przyjąć wyzwanie pani która potrafi oczarować każdego śmiałka (zamienić wszystkich w stado kruków).

Na dzień dobry wiedźma kazała Dratewce oddzielić ziarna maku od piasku. W tym momencie zaglądnął mu w oczy ogromny strach i wykrztusił: "Jak ja się z tym kur** uwinę do rana?" (czy jakoś tak). Ale ale, z pomocą mądrali przyszły te mrówki (wspominałem że z niego farciarz?), odwaliły za niego robotę, a ten sobie w tym czasie uciął drzemkę.

Nad ranem wpadła czarownica i dość poirytowana zleciła Dratewce kolejną "robótkę". Mianowicie rozkazała mu wydobyć z dna jeziora złoty (a może to był srebrny...?) klucz, ale że Szewc był kiepskim nurkiem skorzystał z przysługi kaczej mamy, która dała nura i skołowała mu ten klucz. Tak więc szczęście Dratewki nadal nie opuszcza...

Nadszedł czas na ostateczny, trzeci sprawdzian. Jakimś cudem czarownica opanowała sposób na sklonowanie księżniczki i jak Dratewka chciał nadal pozostać w swojej skórze (życie kruka wcale nie takie złe...) to musiał poprawnie wskazać która księżniczka jest autentyczna (szkoda że nie znał sumy kontrolnej). I tu niespodzianka. Dratewka wychodzi cało z opresji dzięki brawurowej akcji królowej os, która pospieszyła kawalerowi w opałach i "namaściła" prawdziwą księżniczkę.

W tym momencie wiedźmia sama przemieniła się w kruka i wyfrunęła sobie z siódmego piętra...no...wieży. Oczywiście księżniczka rzuciła się wybawcy na szyję [dalej nastąpiło ściemnienie ekranu, wy wiecie co]. Po tym i owym udali się na dziedziniec, ludzie się radowali, akurat król powrócił z wojny (ciekawe co złupił) i postanowił ofiarować Szewczykowi Dratewce "połowę, niech będzie całe królestwo" (hojny ten król, nie da się złego słowa powiedzieć, ale jak się wraca z wojny...) no i rzecz jasna rękę księżniczki. Tym samym przepowiednia młodocianej wróżki się dziwnym trafem spełniła. Czy wspomniałem już co za szczęściarz z tego Dratewki? Nic tylko rzucić się w mrowisko, wskoczyć w rój os, i zanurkować w jezioro.

***
ps. nie wiedziałem do jakiej kategorii podciągnąć tą przydługą -- jak na mnie -- opowiastkę, więc utworzyłem nową kategorię specjalnie :]. tam będzie trafiało wszystko co będzie miało znamiona grafomanii :D.
środa, 22 listopada 2006
niespełniony sen

stukot radosny
krople ściekają
w rynsztoku żalu

myśl zniechęcenia
podnosi się z mroku
światło zachodzi

nieskończoność zachwytu
podarte złudzenie
pryzmatem rozprasza

ciągłe pytania
nagie odpowiedzi
spojrzenie próżności

wiecznie uśmiechnięte
puste przeznaczenie
niewykonany plan

upadek z wysoka
wystające pręty
dalej nie ma nic

przyszłość utracona
dzisiaj wymazuje
wczoraj nie nadeszło

siedzę w poczekalni
opluta ławka
niespełniony sen.

niedziela, 19 listopada 2006
Upadek Anioła

rozglądam się dookoła, myśli trzaskają o skronie w okrzyku
nękany gorączką, bezwiednie stąpajac stopami w cemencie
rozgrzane zniecierpliwieniem struny, skrzące popielą
ocierają zkrztuszone słowa, o mur pokryty diamentem.

upadam w uklęku przed własnym obliczem
w uścisku dłoni skrywam to co niepojęte
niepojęte pragnienie wyrwane ze snu grabarza
łopatą uderza o potylicę, w mózgu wyrwę dopełniając.

rozpostarte skrzydła -- niegdyś były anielskie --
resztkami piór straszą -- blednieją na tle każdego truposza
resztkami sił podtrzymuję cudze objęcie, niemocą spodlony
odarty z boskości, złudzony obietnicą - opatrzność przestała czuwać nade mną.

fallen angel
sobota, 11 listopada 2006
Świąteczny wiersz

słodki listopad, słodka wolności
zimno za oknem, i łupie w kości
flaga powiewa na chłodnym wietrze
ludzie się cisną w warszawskim metrze.

idą do pracy, robią zakupy
smakują smaku pomidorowej zupy
przez myśl przechodzi pamiętna data
ważniejsza staje się niezapłacona rata.

głowa przemawia, sypie słowami
mdli mnie od tego, ciepłymi kluchami
co z tego że "trzeba", "musimy", "pamiętajmy"
i tak zapanuje ruch jednostajny.

chcieliście wolności, chcieliście zjednoczenia
macie wolność...macie tyle do policzenia...
walczyli, umierali, płakały kobiety
politycy się cieszą ze swojej diety.

***
12:49, entity82 , Wiersze
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2