sobota, 20 listopada 2010
[stąpając boso, wśród szkieł i zarośli...]

stąpając boso, wśród szkieł i zarośli
unik za unikiem, wyrywa się naprzód
uciec przed wami by wytrwać w lekkości
dopadnie za rogiem i chwyci za głód.

bywając w miejscach, w których i wy bywacie
jak skazaniec potykam się o krawężnika lód
z arytmią serca sypiam choć wy nie zasypiacie
nieświadomie, czasem- modląc się o cud.

wędrując przez płoty, w kajdanach kroczę
wciąż czuję na sobie ten nieustający blask
ta sama myśl wciąż w głowie rechocze,
ja krzyczę wynocha! ta wraca jak trzask.

***

PS. obrazek trochę zbyt sugestywny :D, ale nie potrafiłem się powstrzymać :).

17:40, entity82 , Wiersze
Link Komentarze (2) »
środa, 17 listopada 2010
Wiosna idzie

Hej, nie smucić się, wiosna idzie! Poniższe zdjęcie zrobiłem w zeszłą niedzielę jak nie wierzycie :).

***
23:31, entity82 , Log
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 15 listopada 2010
z ciszy

przelatują przez kryształy, jasno-barwne pejzaże
w skoroszycie uchwycone, zatopione w ciemni
jak autostrady malowane świecowymi kredkami
przeciągają pergaminy bitowym rozświetleniem.

ujarzmi liczbami w zmienności całkowitej
pociągnie kreskami liniowej szarpaninie
zadrży przez moment w sieci spleciona
jak deszcz z nieba wypadnie zakrętka.

pośrodku kałuży w gasnącej butelce
wypala się w połysku zardzewiała świeczka
jak spadająca gwiazda milknąca za horyzontem
rozdziera się na głos jak milczenie z nieba.

***
sobota, 13 listopada 2010
Just The Way You Are

Gdy do tytułowego kawałka w wykonaniu Bruna Mars, doda się odrobinę progresywnego brzmienia i się usunie kilka linijek zbędnego przesłodzonego tekstu (Axel Bauer & Lanford naprawdę dają radę), to przyznam, że całkiem niezły efekt to daje i można posłuchać a nawet poskakać :). Muzycznie to czuję, lirycznie już nie, dlatego nie będę się wysilał. For listening...

***
piątek, 12 listopada 2010
Into the wild...

A może by tak właśnie pierdzielnąć tym całym śmietnikiem? Zrobić jakiś zwrot, zawrócić z drogi. Próbuję zwolnić a tylko przyspieszam. Nic mnie nie cieszy, a posiadanie przygnębia. Bo "im więcej masz, tym mniej jesteś". Szczęście to jedyna rzecz która się mnoży kiedy je dzielisz. A czy można np. posiąść spokój?

- Możliwe Spoilery - A propos filmu "Into the wild" (polski tytuł "Wszystko za życie"), który miałem okazję jakoś niedawno oglądać. W filmie, pewien absolwent ogólniaka, Chris McCandless, postanowił zerwać ze swoim dotychczasowym życiem i spotkać się ze swym przeznaczeniem. To tu, to tam...ostateczny cel: dzika i odludna puszcza Alaski. Dawno temu miałem podobne plany, ale ostatecznie postanowiłem sobie "układać życie" jak należy, jak przystało na przykładnego obywatela, dokładającego się do PKB...i uczestniczący w tej całej codziennej machinie. Boże jak ja nie cierpię tej całej biurokracji życia!

Więc, Chris pod pseudonimem "Alexander Supertramp" wędrował po Ameryce, bywało ciężko, ale ogólnie ludzie których spotykał byli bardzo życzliwi, wręcz nieziemsko momentami. Niestety na końcu zginął. Nie wiem jak w książce czy jego pamiętnikach, ale w filmie jest to zobrazowane w taki sposób, że po prostu umiera z głodu i skrajnego wycieńczenia (ale jak do tego wszystkiego dochodzi to już polecam obejrzeć). I tak potem sobie myślałem, że i tak miał farta, że go nikt nie zadźgał czy nie zaszlachtował. Co w polskich realiach, gdybym tak buszował po naszych rodzimych laskach, wcale nie byłoby takie mało prawdopodobne. Bez ironii.

Stary znajomy np. jeździł z kolegami po wschodzie przez blisko pół roku, wrócił cały i zdrów. Matka natura nie jest tak łaskawa dla każdego. Ale czy nie warto zrobić czegoś co będzie w 100% zgodne z własnymi przekonaniami? Czy nie warto umrzeć za te przekonania? Ale umrzeć szczęśliwie...? Że przez moment, było się panem własnego losu i sumienie nie zostało zniszczone przez materializm, konsumpcjonizm czy jakieś różne inne żądze...?

Każdy ma prawo się pomylić, każdy ma prawo zmienić zdanie...chciałbym mieć odwagę, żeby zmienić własne.

***
 
1 , 2