środa, 25 stycznia 2012
toksyn spiętrzenie

Neurotoksyny piętrzyły się w głowie z pragnienia,
tęczówki haratały jej skórę w konwulsjach,
impuls elektrostatyczny wydostający się z kory
dotykał jej ud gdy uciekała wzrokiem w daleki punkt.

Nogi osuwały się daleko w niepamięć zapomnienia,
dłonie opierały się o brzegi jakiejś powieści,
wpatrywał się w litery formujące jakieś znaczenia,
nie podnosił głowy w obawie przed grawitacją jej ust.

Próbowali tak nie zwracać na siebie uwagi,
przez dłuższą chwilę świat jednostajnie wirował,
myśli hamowały się od przewracania kartek podświadomości,
aż tramwaj nie znalazł się na zakręcie niewypowiedzianej fascynacji...

***
czwartek, 22 grudnia 2011
arte lust

spoglądam w was ciągle, srogim spojrzeniem
nie kłaniacie się przechodząc, nie uśmiechacie
popękane
brudem zarzygane, czemu kłamiecie?
zawsze najpiękniejsze, zawsze jaskrawe
refluks w żołądku
zawsze zapominacie
już jestem zmęczony
waszym odbiciem.

***
poniedziałek, 05 grudnia 2011
[pamiętam...]

pamiętam nas, kiedy staliśmy
pośród łąk,
lecz nastał czas, że legło w gruzach
marzenie.

spadają z drzew ptaki, niebo ciska kamieniami
obraca w popiół
naszą więź.

jak z procy napinasz słowa
nie chybiasz,
nie uginam się,
cios za ciosem,
przyjmuję twe dary.

przyjdzie może dzień,
pamięć otworzysz,
jak zwiędnięty kwiat na dnie wazonu,
przytulisz,
jak tulił cię brat.
***

23:56, entity82 , Wiersze
Link Komentarze (1) »
wtorek, 29 listopada 2011
słodki smak

coś się poruszyło
przyczajone za rogiem
zalane cementem
rozgniata drżenie
słowem poczęte
zamknięte w wazonie
taranem bierze
silnym rozpędem
pękająca magma
roztapia lęk
porannej kawy
słodki smak.

***
07:55, entity82 , Wiersze
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 24 października 2011
pustka i nienasycenie spowiły...

pustka i nienasycenie spowiły jego żołądek
wyschnięte wargi zwilżane teachers'em zgrzytały
jak twarda woda osuwająca się po kamieniu
siwe włosy kasztaniły się na wietrze
w jesiennym zgrzycie niedzielnego pogorzeliska.

uczucie pulsowało jak zawiłe kantaty sparzonych sonat
umysł chciał uciec spod ciężaru opadających myśli
krople deszczu jak cementowe strumienie przylepiały się do powiek,
osuwając rzęsy na podłogę upragnionego snu...

pragnął śnić...pragnął końca...sen nie nadchodził;
budziła go mgła, gęsta i wysoka, jakby leżąc
w uścisku świeżej, wiosennej trawy, spowitej rosą
zapadając się powoli w jej wilgoć, otulająca ramionami
w cieple wschodzącego słońca...

jakby...w istocie zagubiony w niekończącej się bieli
niby szukając odpowiedzi, lecz nawet nie starał się
wypowiedzieć pytania...okrywająca go suknia nigdy
nie zamierzała wskazać odpowiedzi; mgła kiedyś opadnie(...)(?)

***
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21