sobota, 14 stycznia 2012
Love Story

obudził go strumień wyjątkowo skoncentrowanych myśli
odpalił czajnik, woda zabulgotała, myśli zawrzały
podniósł klapę i ekran wyrwał się z uśpenia
poczuł na twarzy osłupiający świst otrzeźwienia.

za oknem było biało, zima się spóźniła,
mróz od dawna rozprzestrzeniał się w organiźmie
przysadka mózgowa powoli wyrywała się z odrętwienia
pociągał ciepłe mate, gorzki smak równoważył uczucie rozgoryczenia.

ciągle te same sceny, wywoływane echem z pamięci
rozprzestrzeniające się jak komputerowy wirus
te same błędy...od których nie ma ucieczki...
nastał w końcu moment kiedy opowieść trzeba zakończyć.


***
sobota, 11 czerwca 2011
[nie, niemoc, niemocz...wtf?]

wciąż buzowało w jego głowie
podłoga poruszała się jak fale na wietrze
myśli jak muzyka wdzierały się do umysłu zdradliwie
poczucie niesmaku zagryzało wargi jak smak niezrozumienia

patrzył na klawiaturę i próbował pojąć co chciał wyrazić
niemniej wyrażanie emocji przychodziło mu niedbale trudno
jakby zadławił się starą, suchą ścierą nasączoną niegdyś domestosem
spragniony żalu siedział w fotelu tapicerowanym, jakby miał nadejść...nagle

nic nie nadchodziło, jak zwykle pozbawione sensu, miał myśli położyć do snu
kiedy w istocie niezbyt jaskrawie, wprost proporcjonalnie do zakrzywienia czasu
ujrzał na koniec w jasności, cholernie jasnego zapadającego w pamięci nieba
myśl że chyba kurewsko tęsknił, za dokuczliwością jej niedopełnienia...

wtorek, 26 kwietnia 2011
its just construction

wiedział że dla niej byłby gotów na wszystko
skoczyłby w ogień, może nawet zabiłby (zadeptał pająka, ble)
że bez względu na to co by zrobiła, kochałby ją
całym sercem, całym sobą, całą duszą, bezwarunkowo

niebezpiecznie robiło się w jego umyśle, myślał
że nawet gdyby istniał przycisk pozwalający skasować
całą pamięć, jakimś cudem klastry zawierające ślady
jej pamięci pozostałyby nienaruszone, coś takiego...

zastanawiał się, rozmyślał i w kółko wałkował w swej
głupiej głowie, musiał być głupi skoro nie mógł tego pojąć
ale z drugiej strony myślał sobie, kto był głupszy?
on, że pokochał, czy ona która odrzuciła raz na zawsze...?

01:37, entity82 , Z Głębi
Link
niedziela, 10 kwietnia 2011
rippin through

niebo nad miastem było szare, w konsystencji świeżo wylanego betonu;
po głowie krążyły chore algorytmy doznań; wrota się powoli zamykały,
pajęczyna oplatała go powoli samotnością; potrzebował znieczulenia,
jakiejś anestezji, wyrwania z kolejnej iteracji zmęczonego umysłu.

słowa spadały na niego zawsze w ten sam sposób, jak radioaktywny deszcz
jak grad pocisków wystrzelonych z moździerza, pozostawiające spustoszenie
i zgliszcza; w powietrzu unosił się kurz, zatykało mu nozdrza, bez-oddech
błagająco szarpał za struny głosowe; głęboki i ciężki beat wypełniał oskrzela.

lubiła obserwować kiedy wszystko płonie, obserwować zamieć którą
spowodowała; chaos wywoływany niczym bomba logiczna, piękno destrukcji;
nie był w stanie opanować reakcji łańcuchowej, wszystko wymykało się spod kontroli,
i jak wryty wpatrywał się w obraz przed sobą ociekający jej hologramami.

***
wtorek, 08 marca 2011
close to the ground

obudził go trzask drzwi dobiegający z sąsiedniego pokoju
do środka wpadała przez szparę w zasłonie niewielka ilość
skondensowanego światła, wyglądał przez podwójną, niemal
kuloodporną szybę, podjeżdżały samochody, na zewnątrz wiał wiatr...

zamroczony i nieco chwiejnym krokiem wrócił i usiadł na łóżku
miał problem by skoncentrować myśli - karuzelowy gąszcz hormonów -
w głowie było parno, jak w hotelowej saunie - wilgo-tnące wiraże -
jeszcze na chwilę przymknął powieki - przelatujące zardzewiałe miraże.

zastanawiał się...kiedy wszystko runie jak głaz rzucony w przepaść,
wszystko się kiedyś skończy...każda tego typu opowieść kończy się
w podobny sposób, jak żołnierz który nie zawsze potrafi uniknąć kul -
przedziurawione serce, ale jego było przecież wypchane ciągami bitów.

***
 
1 , 2